Strona główna » Aktualności » Urlop rodzicielski – lek na całe zło? ( 2012-11-22)

Urlop rodzicielski – lek na całe zło?

 

Pod koniec 2012 roku rząd rozpoczął zmasowaną akcję uszczęśliwiania przyszłych rodziców – a w szczególności przyszłych mam, bo przecież „ktoś” musi zarabiać na potrzeby nowonarodzonego Szczęścia. Dzietność Polski zmalała – a raczej zwaliła się – z 550 000 urodzeń w roku 1990, przez 350 000 w 2003 roku, do 390 000 w 2011 roku. Liczba zgonów natomiast nie poszła za trendem urodzeń i niestety cały czas plasuje się na pozycji pomiędzy 360 000 – 380 000. Mówiąc bardziej obrazowo – abyśmy przetrwali jedna kobieta powinna urodzić 2 i 1/10 dziecka (oczywiście statystycznie!), polki aktualnie rodzą natomiast 1 i 3/10 dziecka. Według raportu stworzonego przez Central Intelligence Agency – The World Factbook (dane na 2012 rok) porównującego dane dotyczące dzietności we wszystkich 222 krajach na świecie Polska plasuje się na 13 miejscu… od końca!!!   Patrząc pobieżnie na te zatrważające krew w żyłach dane wszelkie kroki w kierunku polityki prorodzinnej są mile widziane.

Dlaczego rząd pragnie poprawić dzietność w Polsce dopiero teraz skoro poziom 1,3-1,4 utrzymuje się  od ok. 15 lat? Może jest to kolejny krok pro-medialny? Media dostały nową papkę niedopracowanych, napisanych na kolanie propozycji zmian (które mają wejść „niezwłocznie” czyli w bliżej nieokreślonym czasie), którą skutecznie zablokowały programy informacyjne przed innymi, ważniejszymi doniesieniami z kraju i ze świata. I nie ma co się im dziwić, skoro na wszystkich głównych portalach widać co Polaków interesuje najbardziej – wystarczy wejść na wiodący Onet czy WP i od razu jesteśmy bombardowani zdjęciami części kobiecych ciał, plotkami o gwiazdkach czy ewentualnie poczytamy sobie o nieszczęściu innych osób [może nie ma co wymagać, skoro w ciągu ostatnich 10 lat największym wzrostem oglądalności cieszą się… seriale telewizyjne (z 27% do 50%)].

W projekcie wydłużeniu ulec ma urlop macierzyński z 24 tygodni na 6 lub 12 miesięcy, przy czym urlop rodzicielski przy wariancie sześciomiesięcznym ma być płatny w wysokości 100%, przy 12 miesiącach – 80%, dla określenia się „z góry” (na 14 dni przed planowaną datą porodu, przy braku deklaracji automatycznie zostaniemy zadeklarowani na wariant sześciomiesięczny). Przy pierwotnym zadeklarowaniu się na 6 miesięcy i późniejszym przedłużeniu go na kolejne 6 miesięcy otrzymamy 60% podstawy. Zmiany objęły również osoby samozatrudniające się i osoby zatrudnione na podstawie umów cywilnoprawych. Będziemy mogli również dzielić się urlopem pomiędzy rodziców Szczęścia jak również odbierać go w ratach. To tyle plusów.

Minusy?

Dwunastomiesięczny urlop rodzicielski krytykuje PKPP Lewiatan. Organizacja uważa, że roczny urlop przyczyni się do pogorszenia sytuacji kobiet na rynku pracy. Wybór, które z obojga rodziców będzie korzystać z przysługującego prawa, będzie fikcją. Głównym powodem podjęcia decyzji, że to matka będzie opiekowała się dzieckiem przez cały przysługujący okres urlopu rodzicielskiego, jest bodziec ekonomiczny. W przeważającej większości par, wynagrodzenie mężczyzny jest wyższe (często znacząco) niż kobiety. Rezygnacja z 20 proc. płacy kobiety, z ekonomicznego punktu widzenia, będzie korzystniejsza niż rezygnacja z 20 proc. wynagrodzenia mężczyzny.  Małgorzata Starczewska z Konfederacji Pracodawców Lewiatan podkreśliła, że z przeprowadzonych przez nią badań wynika, iż dla jednej trzeciej małych i średnich firm długość urlopów jest dużym obciążeniem. Według niej, potrzeba elastycznego podejścia do zatrudnienia i do pracownika. "Oczywiście, wychowanie dzieci to koszty, które trzeba ponieść"-mówiła . Jej zdaniem, trzeba przy tym zachować umiar i patrzeć, jakie będą konsekwencje. Lewiatan proponuje, aby ograniczenie wymiaru etatu podczas urlopu macierzyńskiego wymagało zgody pracodawcy lub wyłączenie przypadków, w których podział stanowiska pracy jest niemożliwy, bądź znacznie utrudniony ze względu na specyfikę wykonywanych zadań.

Rzeczpospolita" sugeruje, że zaproponowane rozwiązania prorodzinne są niepełne i na pewno nie zahamują degradacji demograficznej państwa. Obok entuzjazmu związanego z możliwością pozostania w domu z małym dzieckiem pojawiają się pytania o późniejszy powrót na rynek pracy. Pracodawcy mówią wprost – jeśli kobieta zniknie z firmy na tak długo, będą zmuszeni zatrudnić na jej miejsce nowego pracownika. I później matki nie będą miały dokąd wracać. Sytuacja byłaby lepsza, gdyby z urlopu w równej mierze korzystali oboje rodzice. Dopóki dla ojców nie będzie przeznaczona obligatoryjna część, nie będą z tego rozwiązania korzystali zbyt chętnie. Tak jest dziś. Niepełnym rozwiązaniem jest także propozycja mówiąca o tym, że po 20. tygodniu urlop będzie można łączyć z pracą na pół etatu. To dobry pomysł, bo pozwoli stopniowo wracać na rynek pracy, ale niestety nie będą mogli skorzystać rodzice, którzy prowadzą własną firmę. A tych jest coraz więcej. W pakiecie zabrakło także rozwiązań podatkowych. Obecnie większość rodzin może odliczyć w PIT ulgę w wysokości 1100 zł za każde dziecko. Problem w tym, że jeśli rodzice zarabiają mało, nie otrzymają tych pieniędzy.

Jak reagują kobiety – przyszłe matki? Na forach zdania są podzielone. Jednakże widać więcej entuzjastek nowego pomysłu. Wiadome jest, że jeżeli kobieta urodzi dziecko a jej partnela będzie stać na utrzymanie jej oraz ich Szczęścia to nie ma znaczenia czy będzie na urlopie 6 czy 12 miesięcy, i tak będzie ona kontynuowała opiekę nad dzieckiem poprzez urlop wychowawczy. Ci których nie stać na takie wygody wezmą najkrótszą możliwą wersję i jak najszybciej powrócą do pracy.

Dla mnie ważniejsze od urlopów i sporów odnośnie ich długości jest to, żebym jako młoda matka miała gdzie spędzać czas z dzieckiem oraz mogła bez problemów pokonywać przestrzenie miejskie wózkiem. Wcześniej nie widziałam problemów ale od kiedy jestem „jedną z nich” widzę ogromne zaniedbania, niedociągnięcia oraz brak organizacji. Miasto stołeczne Warszawa wydała masę pieniędzy na place zabaw czy jordanki, szkoda tylko że nikt nie pomyślał, że dziecko nie rodzi się mając od razu 5 lat, samo chodzi, wspina się na 10 metrowe zjeżdżalnie i pokonuje 150 metrowe tory przeszkód.

Warszawa zapewnia natomiast kilometrowe tory przeszkód dla matek pchających przed sobą wózek ze swoim Szczęściem wraz z torbą wypchaną kremikami, pieluchami, zupkami, papkami, talkami i innymi tego typu produktami. Za świeży przykład mogę podać Rondo Waszyngtona. Przejścia podziemne nie posiadają zjazdów dla wózków co nie dość, że uniemożliwia mi dostanie się do przystanku tramwajowego, to również zapewnia mi kilkanaście razy dłuższą drogę przejścia się na druga stronę ulicy (przejście jest możliwe poprzez okrążenie całego ronda dookoła mijając wszystkie możliwe przejścia dla pieszych). Przestrzec należy również przed wejściem na Most Poniatowskiego – wchodząc od strony Ronda De Gaula nie znajdziemy ani jednego przystosowanego dla wózka zjazdu, co więcej w połowie mostu napotkamy do pokonania kilka stromych schodów. Takich przykładów jest mnóstwo, niestety nie są one priorytetem dla władz.

Na koniec cytat Cezarego Mecha z Agencji Ratingu Społecznego:

W tej perspektywie ostatnie propozycje rządowe wyglądają na czystą prowokację. Bo jak inaczej można nazwać propozycje odebrania obecnie funkcjonującej stuzłotowej ulgi podatkowej najbogatszym małodzietnym rodzinom, tylko po to aby ją przekazać super bogatym ale mającym więcej dzieci. Wszystko przypomina wypróbowane scenariusze działalności antyrodzinnej z przeszłości. Przecież do 1995 roku w Polsce przyznawano na każde dziecko tzw. rodzinne w postaci dodatku. Była to znacząca kwota gdyż wynosiła ok. 8% przeciętnej pensji, ale w 1995 r. uznano że jest to niesprawiedliwe aby i najbogatsi uzyskiwali to świadczenie, więc wprowadzono kryterium dochodowe. W efekcie obecnie zasiłek na dziecko o wartości już zaledwie równoważnej 2% otrzymuje się jeśli dochód na członka rodziny nie przekracza 504 zł. Nikt nie zwraca uwagi na to że wysokość tego kryterium dochodowego jest najniższa w Europie, gdyż od 2004 r. nie podlegała ona waloryzacji. W efekcie tak przeprowadzonego procesu obecnie w porównaniu z rokiem 2004 pomoc uzyskuje o dwa miliony dzieci mniej. A gdy poczekamy jeszcze trochę to inflacja doprowadzi do tego że uprawnionych w ogóle nie będzie, a jeśli będą to będą się kwalifikowali do przeprowadzenia śledztwa z urzędu. Oczywiście nie wynika to z tego że rodzinom wielodzietnym żyje się lepiej, wprost przeciwnie głównym wyznacznikiem ubóstwa w Polsce jest właśnie przynależność do rodziny wielodzietnej. Okazuje się że wg aktualnych danych GUS-u aż 24,6% rodzin mający co najmniej czwórkę dzieci żyje poniżej minimum skrajnego którym jest 300 zł miesięcznie na osobę w rodzinie. Oraz że zubożenie polskich rodzin się pogłębia o czym świadczy fakt że jest to jedyna(!) grupa społeczna wśród których odsetek biednych się poszerzył w zeszłym roku w porównaniu z rokiem 2010.

 

 

 

Autor:~ Żaneta Frelkowska-Bujak